Bezładnik Ktoto

czyli o wszystkim i o niczym

Jak to jest możliwe, że można żyć bez pisania? O pierdołach, emocjach, uniesieniach i dołach jak Wielki Kanion, o jaju, które wyszło samowolnie z lodówki, o zegarkach zdjętych z nadgarstków i dłoni wędrującej wzdłuż kręgosłupa… I takich tam innych, jak już mówiłam – pierdołach. Można bez wielokropków, wykrzykników i zdziwionych znaków zapytania. Bez półsłów, półzdań i półmyśli. W ogóle bez.
Czyżby… Dojrzałość? Dorosłość? A kysz!

Zerkam sobie czasami, a bywa, że i dość często, do starych zapisków. A to, żeby sobie coś przypomnieć, co akurat niezwykle ważne jest (jak czas, kiedyż to a kiedyż przestałam być ruda!), a to żeby znaleźć sen-wspominek, odcisk lini papilarnych na karku…
Ale nie o tym przecież… W każdym razie, gdy tak się przeglądam w staruszku-dzienniku, to odkrywam, że choć postarzałam się bardzo i udaję, że zmieniłam się i dorosłam, to wciąż tak naprawdę jestem tą samą dziewczyną. Niepoprawną, sentymentalną, wiecznie stęsknioną i naiwnie wierzącą w to i owo.
I tylko nie mogę się zdecydować, czy dobrze to, czy źle.

Tydzień to trwało, żebym sobie przypomniałam. Nie, nie hasło do bloga…
Nazwę UŻYTKOWNIKA!

Jak zwykle

Brak komentarzy

Za mało, za dużo. Za chłodno, za gorąco. Zbyt szczerze, zbyt kłamliwie. Otwarcie i pruderyjnie. Czasem w pół słowa, czasem w potoku słów. Po cichu i hałaśliwie. Małe czarne espresso, słodka latte.
Miejsca na równowagę brak zupełny. Codzienność nie przystaje. Taniec na linie. A przecież ja, tak w ogóle, mam lęk wysokości.
Taki mam niezmienny problem z miłością.

Tak mnie dzisiaj naszło na przejrzenie na wyrywki archiwum bloga i zdecydowanie powinnam sobie założyć kategorię kartonową.
Gdzie nie spojrzeć pisałam o kartonach.
I w sumie teraz też mogłabym, ponieważ firma przeprowadzkowa od ponad dwóch miesięcy nie odebrała od mnie kartonów. Mam jakieś 60 sztuk w piwnicy.

Minęły lata, a u mnie bez zmian – mogłabym powtórzyć jak wtedy.
Tyle tylko, że budzik (nie widzieć dlaczego – to znaczy wiedzieć, ale nie rozumieć) zadzwonił dzisiaj o 5.03. A o 5.27 Siwy zameldował się z łoża boleści.
Absolutnie nie jestem pewna, czy to, co mówię przed świtem ma sens. I z pewnością, na miejscu rozmówcy, nie przywiązywałabym się do moich słów.

kumulacja

1 komentarz

Ja sprzedaję jedno mieszkanie i kupuję drugie. Siwy wylądował w szpitalu i dziś ma operację. Gdyby to był totolotek to trafilibyśmy ze trzy szóstki po kolei. Taka fenomenalna kumulacja.
Nie, skądże, wcale się nie stresuję.

Bo otóż ja, proszę państwa, prowadzę się zazwyczaj po japońsku, czyli jakotako. Raz lepiej raz gorzej, a im gorzej, to w sumie jakoś lepiej wychodzi. Ale i tak nikt mi prawa jazdy, to jest prawa do prowadzenia się, nie odbierze. Choć są tacy, którym się wydaje, że mogliby. Bywa, że nawet tak się zapędzą, że wpędzają mnie w poczucie, że rzeczywiście, że faktycznie, że może jednak.
Ale uff. Na szczęście nie. Im bardziej im się zdaje, tym bardziej ja się prowadzę po swojemu.
Pytającym odpowiadam: nie nic nie piłam, choć może mi jeszcze po spotkaniu z Zupką nie przeszło.

Założenie

Brak komentarzy

Bo z założenia twarda babka jestem. Normalnie jak azbest, z wielką odpornością na działanie czynników chemicznych i fizycznych. Albo ruski czołg, co to nie gniotsa, nie łamiotsa. I gdybym jeszcze tylko znalazła pomysł na blokowanie myśli to w ogóle można by mnie opatentować i zarobić na mnie majątek. Albo postawić jako wzór wzorów wszelkich w Sèvres.
Niestety jeszcze nie można. Bo kiedy mnie myśli napadają, to wrzucam z siebie, że pieprzę to i jest do dupy. I to i tamto i w ogóle. Że tego chcę a tamtego żądam. Teraz, zaraz, natychmiast, albo jeszcze szybciej.

I kiedy tak to sobie już po cichu lub znacznie głośniej wykrzyczę, to zaczynam się śmiać. Bo z założenia… no sami wiecie:)

Zamiast się pakować postanowiłam przeczytać horoskop. Bo gdzieś przecież znaleźć trzeba odpowiedzi. Mądre, głupie, jakiekolwiek. Tak więc w tym miesiącu: PANNA będzie ci rozkazywać. RYBY spróbują cię wykorzystać. BLIŹNIĘTA udowodnią, że wierzą w twój talent. WODNIK powierzy ci odpowiedzialne zadanie. No i fantastycznie – jak powiedziałaby najbliżej mi znana Panna. Choć akurat ona, ta Panna rzeczona, doprowadza mnie czasami do chęci rzucania telefonem o ścianę. Powstrzymuje mnie jedynie fakt mojej świeżo, na orzech włoski pomalowanej (WŁASNORĘCZNIE!) ściany. Chwilowo Panny nie znoszę, więc oczywiście mnie nosi. Ale horoskop mówi dalej: Nie walcz z przeciwnościami losu, bo to nic nie da, a wpędzi cię w jeszcze większą frustrację. No.
To ja się pójdę pakować jednak.


  • RSS